2 część cz.5
Gdy dostałam już swojego a on swojego poszliśmy zająć jakiś stolik. Siedzieliśmy i gadaliśmy już z jakieś 2 godziny gdy nagle podchodzi do nas Niall. I od razu uśmiech znikł. Po co on tu? Co on tu robi? Po co tu idzie? I tego typu pytania krzątały mi się po głowie. Gdy już stał obok nas poczułam lekkie obrzydzenie do niego.
-No cześć mała.-Powiedział ze swoim uśmiechem, którego nienawidziłam (przynajmniej mi się teraz zdawało).
-[T.I], znasz go?-Zapytał się mnie zdziwiony Jeremi, na co mu odpowiedziałam kiwnięciem głowy.
-Tak, chodziliśmy kiedyś razem.-Powiedział to tak jakby był pewien, że jeszcze razem będziemy. Nie fu blee. Ja i on to przeszłość i na pewno nie przyszłość. Jak spojrzałam na Jeremiego widziałam, że się w nim wszystko gotuje, byłam pewna, że zaraz nie wytrzyma i coś się stało. No i TA DAM!! Stało się, moja przepowiednia się sprawdziła, ja wróżka, pff nigdy.! Zanim się obejrzałam Jeremi siedział już na
Niallu na podłodze i go okładał pięściami, no i co powiecie na to, że znów to samo? Chyba jednak go kochałam, coś we mnie pękło i odepchnęłam Jeremiego z niego. No ale to ie bajka i musiało coś się stać. Oh ta moja ironia losu! Niall zawsze nosił przy sobie nożyk i oczywiście akurat teraz postanowił go użyć co nie? Bo nie mógł go akurat zostawić w domu. Jak spojrzałam na nich to sobaczyłam już Jeremiego leżącego na ziemi z krwią na rękach i zwijającego się z bólu, a ja jak głupia stałam tam zamiast zadzwonić po karetkę, ale na szczęście inni zadzwonili. Głupia głupia ja.
Karetka była po 5 minutach, Nialla zabrała policja, a ja pojechałam do szpitala za Jeremim.
*Następnego dnia*
Przesiedziałam całą noc pod salą Jeremiego na poczekalni. Nic nie wiem, bo nikt nie chce mnie poinformować. Naglę z sali wyszedł z sali.
-Panna [T.I] [T.N] ?
-Tak, czy już wiadomo coś?
-Tak, jest mi bardzo przykro.
-Ale jak to przykro? O co chodzi? Oo
-Rana kuta była zbyt głęboka i niestety nie mogliśmy ic więcej zrobić, stracił za dużo krwi mimo szybkiej interwencji. Naprawdę mi przykro.
-O boże.-Padłam na ziemię i zaczęłam płakać. Następna osoba odeszła. Dlaczego? No dla czego? Powie mi kto? Podeszła do mnie pielęgniarka i zabrała mnie do gabinetu obok. Podała mi coś na uspokojenie. Skoro go nie ma, on by na pewno nie chciał abym płakała, choć znaliśmy się krótko ja wiem o tym.
Postanowiłam wrócić do domu. Przed drzwiami zauważyłam list. Postawiłam go otworzyć w domu. Weszłam do środka i otworzyłam go. Jak go zaczęłam czytać to mnie wryło w ścianę .
*************************************************
Wiem miałam dać wczoraj ale nie napisałam do końca i dziś w stawiam dokończoną 2 część cz.5.
Cz.6 i ostatnia pojawi się w niedzielę lub poniedziałek :) Miłego czytania kotki :3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz